OBYWATEL kopia

[ Recenzja]

Stuhr w barwach biało-czerwonych

(Obywatel, reż. Jerzy Stuhr)

autor: Maja
ilustracja:e3a

W najnowszym filmie Jerzy Stuhr udowadnia, że można jeszcze mówić o Polsce innym językiem, niż bogoojczyźniany język narodowego mitu, martyrologii i patosu. Mieszanka komizmu, ironii i autoironii, satyry na dzisiejsze i dawniejsze czasy, pozwala mówić zarówno o sprawach błahych, jak i tych najpoważniejszych, bez zbędnego bagażu.

Obywatel to film opowiadający o wielkich społecznych i politycznych przemianach, jakie miały miejsce w polskiej historii na przeciągu ostatnich sześćdziesięciu lat. Pretekstem do ich przedstawienia jest historia życia głównego bohatera (w tej roli Jerzy Stuhr i Maciej Stuhr). Jego osobiste rozliczenie z życiem (pierwsza miłość, internowanie, nieudane małżeństwo, kariera zawodowa) przeplata się z takimi wydarzeniami, jak powstanie „Solidarności”, stan wojenny, pierwsze wolne wybory, współczesne podziały polityczne

Wielkim plusem tego filmu jest jego konstrukcja, opierająca się na zasadzie nawracających retrospekcji. Punktem wyjścia jest nieszczęśliwy wypadek, na skutek którego Jan Bratek, rzecznik warszawskiej kurii, trafia do szpitala na oddział intensywnej terapii. Tam przypomina sobie najważniejsze momenty ze swojego życia, przy czym wspomnienia pobudzane są szczególnie dzięki wizytom, jakie składają bohaterowi kolejne osoby. W ten sposób tworzy się achronologiczna, miejscami skomplikowana układanka, której kolejne części tłumaczą się nawzajem.

Doskonale wykreowana przez obydwu aktorów, szalenie zabawna, choć niejednoznaczna postać głównego bohatera – pechowca, który ciągle wpada w tarapaty i, chcąc nie chcąc, zostaje wplątany w wiele absurdalnych sytuacji – przypomina nieco postać Jana Dite z filmu pt. Obsługiwałem angielskiego króla. I tu, i tu bowiem w życie bohatera wkrada się (niekiedy boleśnie) historia, a przypadkowe, tragikomiczne zdarzenia decydują o jego dalszych losach. Najważniejszą różnicą jest jednak to, że o ile bohater filmu Jiríego Menzla niemal z każdej sytuacji wychodzi obronną ręką, dzięki zbiegowi okoliczności dochodząc do najwyższych godności, o tyle w przypadku Jana Bratka od początku do końca wszystkie pojawiające się szanse zostają zaprzepaszczone.

W filmie prym wiedzie inteligentna, prowadzona satyrycznie, krytyka. A dostało się od Stuhra niemal każdemu. Prawicy za zacietrzewienie i zakłamanie, komunistycznym rządom – za wszystko, Polakom za podziały, skrajności i antysemityzm… reżyser nie oszczędza też walczących studentów, „Solidarności”, ani też zwykłych, na różne sposoby radzących sobie z rzeczywistością obywateli. Za tą krytyką kryje się jednak głęboki namysł nad kondycją naszej polskiej rzeczywistości; nad mechanizmami społecznymi i politycznymi, które warunkowały nas przez dziesięciolecia, nad przemianami, które nastąpiły i nad historycznym bagażem, który niesiemy. I jest w tym namyśle jakiś smutek. Ale jednocześnie jest to w gruncie rzeczy namysł dobrotliwy, z przymrużeniem oka, ponieważ nie pochodzi z zewnątrz, ale od kogoś, kto przez lata uczestniczył, przeżywał, radził sobie, popełniał błędy i – obserwował.

I choć film Obywatel nie jest on wolny od wad (np. końcowa, zbyt oczywista metafora), to jednak ten właśnie wewnętrzny, autoironiczny głos, a także oczyszczająca siła sporej dawki dobrego humoru sprawia, że ogląda się go z dużą przyjemnością, a jednocześnie – refleksyjnie. Zdecydowanie polecamy!

 

Podoba ci się? ->

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>