ATLAS DOPELGANGER

[Recenzja]]

Dominika Słowik Atlas: doppelganger

autor: Maja
ilustracja: bankrobber

Chyba wszystkich, którzy mieli do czynienia z tą książką, zelektryzowała umieszczona na końcu, zachęcająca do jej przeczytania notatka: „Transowy, mocny, znakomity debiut, w którym to, co pospolite, brudne, tandetne na naszych oczach przeobraża się w metafizyczne i fantastyczne”. Zelektryzować mógł podwójnie: albo rzeczywiście zachęcić do przeczytania, robiąc czytelnikowi nadzieję na kolejnego Marqueza czy Schulza, albo inaczej, mógł nastawić negatywnie – zapewne znajdą się i tacy, którzy sięgną po książkę po to, żeby zobaczyć, jak bardzo na wyrost zrobiona jest ta recenzja. A ja tymczasem zachęcam do niesugerowania się recenzjami (tak, tak, tą również!), sięgnięcia po tę książkę z otwartym, nieprzeładowanym umysłem i do własnych poszukiwań. Być może nic tam nie znajdziecie dla siebie – a może czeka was ciekawa książkowa przygoda.

Atlas: Doppelganger to powieść złożona z trzech części. Pierwszą jest obraz lat ‘90., czasu transformacji i przemian ustrojowych, nadchodzących, kapitalistycznych zmian – widziany z perspektywy śląskiego blokowiska. Wątek ten rozwijany jest w tonie lekkiego sentymentu, równoważonego jednak mocno zauważalną ironią. To pół sentymentalne, pół ironiczne spojrzenie stwarza ogólny, nieco symboliczny obraz tamtych czasów. Słowik odtwarza w swoich opisach jedynie pewne pojedyncze, charakterystyczne sytuacje, zaczepia o najbardziej reprezentatywne wątki (opis świąt, picia wódki, rodzinnych spotkań, blokowiska, dzieciństwa spędzanego na podwórku, życia górników). Dzięki temu, jedynie zarysowując kontur, stwarza obraz tamtej rzeczywistości. Powstaje świat ciągle niedomknięty, jedynie nakreślony, gotowy pomieścić w swoich ramach coś więcej. Jest to o tyle przemyślane, że drugim członem dopełniającym konstrukcję rzeczywistości jest jej mityzowana wersja, wpleciona w fabułę. Osiedlowe mity, plotki i legendy, odrealnione opowieści układają się w fantastyczne zdarzenia, którymi przetykane są te opisy. Uzasadnieniem stają się wspomnienia, na których odbiła niezatarty ślad dziecięca perspektywa. Dlatego właśnie w powieści powstaje polska kraina blokowisk, trochę swojska, trochę straszna, rządząca się swoimi prawami, podszyta niezwykłością. Z jednej strony pojawiają się więc opowieści o codzienności, o matkach pijących kawę codziennie o tej samej porze, o dziecięcych, powtarzalnych grach, nieśmiertelnym rosole i schabowym w niedzielne popołudnie. Z drugiej – są też niepokojące obrazy groźnych, podziemnych kopalni i dachów pokrytych rakotwórczym azbestem, ginących masowo ptaków i dzieci, pokonujących autostradę w szaleńczym biegu na śmierć i życie. Z trzeciej wreszcie – pojawia się wspomniana niezwykłość, odciskająca piętno na wszystkich tych fragmentach rzeczywistości.

Jest to świat zbudowany za pomocą długich opisów, konstruowany z dystansu, wspominany. Opowieść Dominiki Słowik tworzy świat, który wrasta w człowieka, który się w nim urodził, i nie pozwala o sobie zapomnieć. Odchodzenie z tego świata (w kierunku dorosłości, życia, przyszłości) jest tak samo trudne, jak powracanie do niego (w ramach wspomnień, opowieści) ponieważ – na tym polega jego paradoks – ten świat zawsze postaje w tyle, jako coś utraconego, ale też na zawsze pozostaje w nas, jako wartość niezbywalna. Dominika Słowik wysnuwa z niego narracje, stwarza go na nowo, powracając, ale też odbija się od niego ku nowemu, być może – ku nowym opowieściom?

Drugą częścią, którą przetykana jest narracja o blokowiskach w sposób niejednoznaczny pod względem miejsca i czasu, jest opowieść o Annie i o dziadku – marynarzu, górniku, podróżniku. A tak naprawdę jest to historia o tym, w jaki sposób toczyła się opowieść dziadka. Wydarzenia składające się na poszczególne opowieści dziadka odbywają się poza zwykłą chronologią, nie posiadają wyznaczników czasowych, nie są powiązane związkami przyczynowo-skutkowymi, dzieją się w wiecznym bezczasie, bliżej określanym jako etap, kiedy dziadek był marynarzem.

Dziadek, snując swoją, przytaczaną przez bohaterkę, historię, kreuje ten wymyślony, marynarski świat: świat podróży i nadzwyczajnych czynów, świat podobny do czasów heroicznych, drwiący z konwenansów i społecznych zasad. Świat, w którym niemożliwe staje się faktem, w którym przewartościowaniu ulega cała rzeczywistość Jednocześnie równoważony jest on stylizacją heroikomiczną przez zestawienie niezwykłości, wspaniałości tamtych czasów z rzeczami przyziemnymi (heroiczne pijatyki, kontrabanda, polowanie na wieloryby za pomocą kotów, karykaturalny wygląd marynarzy, postawnych, o szerokich ramionach, ale o bardzo chudych nóżkach). Dzięki temu ów świat oniryczny, niezwykły, wzbogacany jest o rys sympatycznej przesady, za którą kryje się autodemaskacyjna rola opowieści. Nie bez przyczyny słuchaczkami są dwie małe dziewczynki, w których odbija się fascynacja niczym nieskrępowaną podróżą, dalekimi morzami i lądami, w które wrasta ona i znajduje podatny grunt do dalszego rozwoju. I choć dziadek konfabuluje, zmyśla, to jednak w taki sposób, który dla dziewczynek jest niezauważalny. Dlatego właśnie w opowieści dziadka się po prostu wierzy, ponieważ do czytelnika docierają one przefiltrowane przez zafascynowane umysły dzieci. Zresztą mityczna opowieść może się toczyć jedynie pomiędzy nimi: dziadkiem-Demiurgiem, nadającym sobie moc stwarzania światów i dziećmi, chłonącymi historię. Dopiero wpadająca co chwilę do pokoju babcia przerywa opowieść, obnażając jej fundamenty. Pokazuje świat istniejący poza opowieścią: codzienny, nudny, obdarty z niezwykłości. Dotyczy to również osoby dziadka. W swoich opowieściach jest silną, rozpoznawalną postacią, utkaną z niesamowitych mitów i przygód. Zza jego narracji wypływa jednak rzeczywistość: za pośrednictwem babci lub też dzięki celowemu rozwarstwieniu narracji. Opowieści przykrywają, ale nie całkowicie, fakt, że dziadek siedzi na wózku, w piżamie, jest wychudły, słaby. Jego opowieść wykracza poza jego życie, ale też stwarza je na nowo – życie i jego samego.

Nowe światło rzuca część trzecia, przeplatana z pozostałymi, tzn. opowieść o Sadowskim. Pozornie niewinna, niby luźno powiązana, tak naprawdę jest dokładnie przemyślana. Dzięki niej tworzy się wielowymiarowość opowieści, które przenikając się, nie pokrywają się jednak całkowicie. Sadowski jest przybyszem znikąd, który pojawia się nagle, próbując się dowiedzieć tak naprawdę nie wiadomo czego. Z pozoru jego pobyt nie ma sensu: poznaje otoczenie, wczytuje się historię osiedla, stwarza jego mapę, po czym wyjeżdża. Ważna jest jego nagła obecność i rola, jaką pełni: staje się kluczem do odczytania historii dziadka. Od momentu pojawienia się Sadowskiego czytelnik może śledzić z zainteresowaniem kolejne, wyłaniające się paralelizmy: mamy bowiem dwa blokowiska i dwóch dziadków. Podwójność słuchających dziadka dzieci (Karolek i Anna). Podwójność opowieści (dziadek i Sadowski). Podwójność map (mapy dziadka i mapy osiedla). Pojawia się też wiele pomniejszych, ukrytych podobieństw, których odnajdywanie stanowi integralną część lektury. Wszystko to podporządkowane zostało naczelnemu, zasygnalizowanemu na początku książki, motywowi. Doppelganger, ów bliźniak, sobowtór, cień – jak tłumaczy Słowik w dość naukowym wstępie – wywołuje w nawiedzanej osobie rodzaj nieokreślonego pragnienia, melancholii, która popycha go do ciągłej aktywności, najczęściej rozumianej jako podróż. Jest to zarazem słowo-klucz, otwierające w tej powieści wiele ścieżek interpretacyjnych.

Szczególnie interesujące są zapośredniczenia opowieściowe, w które wplątani są bohaterowie. Z tej sieci powiązań wyłania się historia, można by rzec, nadrzędna, o sile opowieści, jej przekształceniach i ciągłym ponawianiu. Z perspektywy opowieści koniec książki zostaje w pewien sposób odczarowany. Wraz ze śmiercią dziadka kończy się historia, mija jej czar. Opis ciała dziadka, chudego, starego, wiotkiego, obnaża fantazyjność opowieści, jest też chwilą inicjacji, przejścia ku dorosłości. Pojawia się pytanie: czy całe życie będzie taką opowieścią, z której może nic nie pozostać? A jednak opowieść pozostaje w dziecku, które jej słuchało. Symptomatyczne jest to, co dzieje się ze słuchaczkami. Obie dziewczynki – narratorka i Anna – wyruszają w podróż, każda w inną. Anna znika, pochłonięta przez świat (podróż? życie? dorosłość?) Narratorka z kolei wyrusza w podróż, jaką jest pisanie rozumiane jako przejmowanie spuścizny po dziadku. Wydaje się, że narratorka może być w takim odczytaniu zarówno odbiorcą opowieści, może jej powielaczem, jak i sobowtórem Anny, może jej dzieciństwem, dziecięcym spojrzeniem. Anna dorasta powoli, odchodzi, a sobowtór – zostaje, przyrośnięty do miejsca.

Podoba ci się? ->

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>