gender2

[Relacja]

Wystawa Gender w Sztuce,

MOCAK, Kraków, 15.05.2015 - 27.09.2015

autor: Maja
ilustracja: bankrobber

Społeczeństwo wymaga od kobiet innego typu zachowań niż od mężczyzn, innego wyglądu, innych cech osobowych, w inny sposób postrzega też ich społeczną rolę. Jest to sprawa oczywista i niepodlegająca dyskusji – dzieje się tak przecież od wieków. Na przestrzeni czasów kształtowały się więc pewne kulturowe wyznaczniki płci (obok wyznaczników anatomicznych), łatwe do odczytania dla każdego członka danej społeczności, żyjącego w określonym czasie i miejscu.

Opisywany w taki sposób jak powyżej, gender wydaje się kategorią oczywistą i raczej nie powinien budzić żywszych emocji. Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś (ktokolwiek; kobieta, mężczyzna, instytucja, artysta) w jakiś sposób (wyglądem, zachowaniem, głoszonymi tezami, przekazem dzieł) wychodzi naprzeciw społecznym przyzwyczajeniom, kiedy je łamie i narusza. Rzeczywistość postrzegana stereotypowo (a zakorzenione społecznie przekonania o kulturowej roli płciowej opierają się właśnie na stereotypach) jest prostsza, uporządkowana i bezpieczna. Każdy zna swoją rolę, swoje miejsce, nikt nie musi się wychylać ani błądzić – przecież wszystko jest już przygotowane, wystarczy wejść w ukształtowaną społecznie formę i funkcjonować. Nieważne, że nie wszystkim zostało rozdane po równo, a niektórym wcale.

Niepokój budzi również samo problematyzowanie tego tematu, ujawnianie mechanizmów społecznych, omawianie ich i komentowanie, ponieważ pojawia się obawa, że porządek zostanie zburzony, bezpieczne granice naruszone, a role – odwrócone. Strach przed tym, co inne i przez to niezrozumiałe, lęk przed niejednoznacznością, płynnością i utratą konturów, a także przekonanie o prawidłowości jednego porządku jest czymś, co wciąż utrudnia rzetelną dyskusję o gender w Polsce. Dlatego im więcej się o tym mówi i pisze, tym lepiej; dobrze też, że organizowane się rozmaite przedsięwzięcia w różnorodny sposób nawiązujące do tego zagadnienia.

Takim przedsięwzięciem jest wystawa, którą oglądać można od 15 maja br. w Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie, zatytułowana Gender w sztuce. Od razu jednak trzeba zaznaczyć, że wystawa ta nie ma charakteru porządkującego czy też edukacyjnego – i nie ma w tym stwierdzeniu cienia krytyki. Wystawa po prostu przeznaczona jest raczej dla już wyrobionego odbiorcy o określonych poglądach. Ponieważ nie tłumaczy, nie uświadamia – to jednocześnie też nie narzuca i nie nagabuje. Pokazuje pewne mechanizmy społeczne po ich zderzeniu z indywidualną interpretacją każdego artysty. A ponieważ artyści mówią trudnym językiem o trudnych rzeczach – o seksualności, kobiecości i męskości, płynności granic, feminizmie, wychowaniu dzieci, macierzyństwie, ojcostwie, porodzie i dziewictwie, krzywdzących i kobiety, i mężczyzn stereotypach – raczej nie ma szans ani na aplauz, ani na refleksję, ani nawet na nić porozumienia ze strony tych, którzy wierzą w to, że istnieje coś takiego jak „ideologia gender”. Nie jest to zarzut z mojej strony – niestety wydaje się, że kuratorzy wystaw o tematyce trudnej muszą wybierać pomiędzy formą edukującą, łagodniejszą, łatwiejszą do przyswojenia, tłumaczącą, a formą artystyczną, liberalną, otwartą i nieskrępowaną. Świadczy o tym dobitnie dyskusja wokół wystawy Doświadczenie Auschwitz (którą również oglądać można w MOCAKU) oraz opublikowany niedawno list otwarty Lili Haber i prof. Aleksandra Skotnickiego, którego autorzy opowiadają się przeciwko tejże wystawie, krytykując sposób, w jaki artyści wypowiadają się o Zagładzie.

Wystawa Gender w sztuce pomyślana została na zasadzie zestawienia ze sobą i obok siebie dzieł różnych autorów – bez wyraźnego stematyzowania lub pogrupowania. Nie narzucono odgórnie podziałów – postawiono na bezpośredni kontakt widza z dziełem. Zwiedzający ma do dyspozycji jedynie tabliczki z krótkimi objaśnieniami oraz prezentowany obiekt. Wystawa jest zbiorem wielu ciekawych projektów – również tych, które brały udział w innych ekspozycjach tego typu. Tworzy swego rodzaju twórczą układankę, z której widz, zauważając problematykę każdego dzieła osobno, wydobywa całościowy obraz.

Wystawa sprawia wrażenie dość różnorodnej. Otwiera ją projekt Judy Chicago pt. Proszona kolacja. Jest to misternie skonstruowane, szeroko zakrojone, bogate w symbole dzieło, które przypisać można feminizmowi historycznemu, jego zadaniem jest bowiem odzyskanie, przywołanie, czy może raczej zaproszenie do pamięci publicznej nazwisk kobiet – bogiń, poetek, wojowniczek, męczenniczek, ginekolożek, uczonych, tłumaczek, sufrażystek, emancypantek, pisarek, teolożek, lekarek, prawniczek itd. – które na przestrzeni tysiącleci powinny zapisać się w niej na stałe, ale jednak w większości przypadków tak się nie stało. Pojawiają się więc starożytne boginie, ale też Amazonka, Hatszepsut, biblijna Judyta, Aspazja i Budyka, awentyńska Marcela, Hildegarda z Bingen, Trotula, Artemizja, Izabela d’Este, Sojourner Truth, Elizabeth Blackwell – i wiele, wiele innych. Na skonstruowanym na planie trójkąta stole ustawiono zastawę, a każda z bohaterek dostała specjalnie dla siebie zaprojektowany talerz w kształcie waginy. Dodatkowo na podstawie umieszczono 999 imion, a każde z nich symbolizuje tysiące kobiet, o których pamięć zaginęła na przestrzeni wieków.

W ten sposób zasygnalizowana tematyka feministyczno-kobieca przejawia się także w kolejnych dziełach. Szeroka rozpiętość problematyki obejmuje więc także tematy takie jak: kobiecość a feminizm (np. Jadwiga Sawicka, chciała mogła – przedstawienie dwóch rodzajów istnienia kobiet, przed i po feminizmie: chciała nie mogła, mogła nie chciała); kobiecość wobec męskości (seria Łodzi Kaliskiej Niech sczezną mężczyźni, przedstawiająca nagie kobiety w różnym wieku z atrybutami sugerującymi wykonywanie przez nich prac kulturowo uważanych za męskie – rybak, drwal, górnik-skalnik, ciepłownik); kobiecość a język (Martha Rosler, Semiotyka kuchni); mężczyźni wobec feminizmu (Andrea Fraser, Mężczyźni na linii). Pojawiają się także ważne kobiece manifesty i deklaracje (Dorota Nieznalska, Moje życie, moja decyzja – plakat manifestujący prawo do decydowania o własnym ciele, a przede wszystkim własnym brzuchu – miejscu najbardziej zawłaszczonym przez społeczne ideologie). Praca Katarzyny Górnej (Aniołek, różyczka, rybka) poddaje w wątpliwość kolejny społeczny mit, jakim jest wartość kobiecego dziewictwa. Pojawia się też tematyka porodu i kobiecej seksualności, a także przełamanie tabu, jakim są kobieca nagość i narządy płciowe. Obok takich prac pojawiają się też ciekawe projekty Zbigniewa Libery, jak choćby filmik Jak tresuje się dziewczynki, przedstawiający w zwolnionym tempie proces nauczania małej dziewczynki, poprzez zakładanie jej kolczyków, malowanie ust i policzków, sztuki uwodzenia, która ma okazać się przydatna w przyszłości. Z pewnością duże wrażenie robi również praca Shirin Neshat Zbuntowana, której poświęcono osobną salę. Jest to krótka forma filmowa, przedstawiająca pozycję kobiety i mężczyzny w kulturze irańskiej.

Obok instalacji nawiązujących w różnorodny sposób do społecznych ról kobiet pojawiają się także projekty diagnozujące społeczną sytuację mężczyzn. I tutaj zdecydowanie postawiono na męskość „nową”, znajdującą się niejako w opozycji do tradycyjnego (patriarchalnego) paradygmatu męskości. Pojawia się więc mężczyzna wykonujący czynności uważane kulturowo za kobiece, mężczyzna w makijażu i kobiecym stroju, a także mężczyzna symbolicznie i dosłownie wykastrowany, co z kolei prowadzi do rozważań na temat znaczenia fallusa w kulturze. Wystawia się na próbę pojęcie męskości. W przedstawionych dziełach chodzi o pokazanie społecznych konsekwencji tych czynów – czyli zdegradowania takiego mężczyzny w oczach społeczeństwa. Prace Lubriego Hard candy czy Pięć aktów pokazują nagich mężczyzn w oprawach, które skutecznie im tę męskość (rozumianą normatywnie) odbierają. Występujący na różnokolorowych (niebieskich, różowych) tłach, w pozycjach i z mimiką sugerującą rozbawienie, stają się oni tytułowymi „landrynkami”, natomiast umieszczeni w pozycjach kulturowo uważanych za kobiece, wdzięczący się na szezlongach i kanapach, prezentujący brudne stopy i niedoskonałe ciała – stają się nieporadni, „niemęscy”, niezręczni i po prostu śmieszni. Krytykę stereotypów i uproszczeń dotyczących mężczyzn, powstałych na skutek reakcyjnych działań feminizmu, przedstawia wpisująca się w działania postfeministyczne praca Joanny Sawickiej Twarde serce, brak kręgosłupa. Pojawiają się też refleksje nad miejscem mężczyzny w nowoczesnym społeczeństwie (czy utarte, stereotypowe wyobrażania nie wydają się przestarzałe? Czy mężczyźni sami odnajdują się w tych rolach?).

Wreszcie wiele miejsca poświęcono płciowej niejednoznaczności, która wynika z traktowania płci jako konstruktu społecznego. Społeczne uwarunkowania płci rozpatrywane są w kategoriach maskarady, gry, którą w każdym momencie można obnażyć czy zdemaskować. Sugeruje to m.in. projekt Daniela Rumiancewa Autoerotique, który w sposób prześmiewczy, ironiczny komentuje nasze przywiązanie do ról płciowych. Podobnie projekt Lidii Krawczyk i Wojciecha Kubiaka z cyklu Genderqueer, mający, dzięki przemieszaniu atrybutów kulturowo uważanych za męskie bądź żeńskie, sugerować płynność płci.

Podobnych prac jest wiele, jednak na szczególną uwagę zasługuje artystyczny projekt Evy i Adele, który określany jest jako tworzenie z życia dzieła sztuki. Jest to para – kobieta i mężczyzna uznany prawnie za kobietę – która stworzyła ze swojego życia i związku projekt totalny. Ich życie polega na nieustającej grze i maskaradzie, ponieważ na co dzień funkcjonują w specjalnie konstruowanych i dobieranych strojach, łączących w niekonwencjonalny sposób cechy żeńskie (stroje, makijaże, biżuteria) z męskimi (łysina). Artystki zajmują się więc stwarzaniem swojej płci za pomocą dostępnych im środków – mają być żywą ilustracją performatywności płci.

Wystawa obejmuje też wiele innych tematów, jak choćby relacje w rodzinach różnego typu (świetny projekt Małgorzaty Markiewicz pt. Patchworkowe rodziny). Na plus należy zapisać różnorodność tej wystawy, wieloaspektowość, a także obecność dzieł zarówno zagranicznych, jak i polskich artystów. Gender w sztuce spotyka się jednak z zarzutami, że tematyka została zawężona, a za to zawężenie w znacznym stopniu odpowiada koncentracja na sferze feministyczno-kobiecej. Wydaje mi się, że nie do końca tak jest. Pozytywnie zaskoczyło mnie poruszenie problemu męskości i tego, w jaki sposób patriarchat jest krzywdzący dla samych mężczyzn. Świadczy to o wzięciu pod uwagę najważniejszych teorii studiów nad męskościami (Men’s studies, Masculinities studies). Nowa rola mężczyzny w społeczeństwie, tacierzyństwo, poród z perspektywy mężczyzny – te tematy zostały na wystawie przepracowane. Nie można więc powiedzieć, że zdominowała ją tematyka feministyczno-kobieca. Razi coś innego: zmarginalizowanie problematyki tak nierozerwalnie związanej z tematyką gender, że jej odsunięcie na dalszy plan wydaje się wielkim niedopatrzeniem. Chodzi oczywiście o działalność i sztukę ruchów LGBT. Po wyjściu z wystawy czuje się wyraźny niedosyt, ponieważ należy sobie uświadomić, że cała wielka gałąź tematyczna, którą zajmują się studia genderowe, została odsunięta na boczny tor. Projekty poruszające tę tematykę albo zostały pominięte, albo, jak się wydaje, na szybko poutykane między inne elementy wystawy (jak np. film o zmianie płci), albo – co gorsza – podciągnięte jedynie pod płynność płci. Całe bogate zagadnienie, koncentrujące się na aspekcie politycznym, estetycznym (camp), teatralnym, performatywnym, psychologicznym – musiało ustąpić miejsca innym projektom. Uważam to za największe niedopatrzenie (zaniedbanie? ograniczenie?) tej wystawy.

 

wystawa Gender w sztuce

15.05.2015-27.09.2015

Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie MOCAK

Podoba ci się? ->

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>