nikifory kopia

[Relacja]

Nikifory obronią się same?

(wystawa Nikifory, MOCAK, Kraków, 13.02 - 12.04. 2015)

autor: Maja
ilustracja:e3a

Od 13 lutego br. w Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie prezentowana jest wystawa zatytułowana Nikifory. Główny zamysł miał polegać na zestawieniu dzieł Nikifora Krynickiego – artysty-samouka, przedstawiciela nurtu malarskiego zwanego prymitywizmem – z obrazami trojga innych twórców: Marka Kraussa, Aliny Dawidowicz i Edwarda Dwurnika. Jest to pomysł ciekawy, zwłaszcza że nie sięgnięto do zasobów dzieł innych zdefiniowanych, znanych polskich prymitywistów (jak np. Teofil Ociepka), lecz zainteresowano się autorami mniej znanymi (może za wyjątkiem Dwurnika), a dodatkowo starano się wydobyć, co sugeruje tytuł wystawy, znaczące podobieństwa i inspiracje twórczością Nikifora, widoczne w obrazach wspomnianych malarzy.

Niestety na dobrym pomyśle się skończyło. Cała reszta komponentów, które mogą składać się na dobrą wystawę, czyli kompozycja, układ, opracowanie merytoryczne, różnorodność prezentowanych materiałów – albo nie została dopracowana, albo zamysł jej realizacji po prostu zawiódł.

Przede wszystkim Nikifory, reklamowane wszędzie jako wystawa (patrz: strona MOCAK-u, plakaty), tak naprawdę, by nie wprowadzać w błąd, powinny zostać nazwane miniwystawą. Tylko wówczas zaaferowanego zwiedzającego nie czekałoby – już na wstępie – rozczarowanie. Tak więc tym, którzy zamierzają przeznaczyć całe sobotnie popołudnie na zwiedzanie Nikiforów, radzę jednak wybrać się do MOCAK-u na jakąś inną wystawę, a w drodze na nią zajść na chwilę do Galerii Beta. Oczywiście to, ile czasu tam spędzicie, zależy od tego, na ile rzetelnymi i świadomymi odbiorcami sztuki jesteście, ale nie oszukujmy się – w czasie naszego pobytu wystawę zwiedziło około pięciu osób i żadnej zwiedzanie nie zajęło więcej niż 15 minut.

Wystawę umieszczono w dwóch niewielkich salkach Galerii Beta. Pierwsze z pomieszczeń poświęcone zostało dziełom trojga wspomnianych twórców. Każdy z nich dostał nawet własną ścianę, bo tyle właśnie miejsca zajmują zgromadzone przez MOCAK dzieła. W drugim pomieszczeniu znalazły się obrazy Nikifora, można tam również obejrzeć film dokumentalny z 1956 roku pt. Mistrz Nikifor (w realizacji Jana Łomnickiego). Kompozycja wystawy jest wprawdzie przejrzysta, ale tak naprawdę nie niesie ze sobą żadnych nowych treści: ani nie ułatwia odbioru dzieł, ani nie wydobywa najważniejszego chyba problemu tej wystawy, czyli zestawienia sztuki Nikifora z dziełami Kraussa, Dwurnika i Dawidowicz. Zabrakło także jakiegoś zainscenizowania tych obrazów w przestrzeni pomieszczeń – zostały po prostu zawieszone na gołych, białych ścianach. Jedyny podział, jakiego dokonano, polegał przydzieleniu każdemu twórcy osobnej ściany. I o ile w przypadku dzieł Kraussa widać jakieś próby segregacji obrazów, o tyle dzieła pozostałych rozmieszczone są czysto przypadkowo.

Kolejną sprawą jest opracowanie merytoryczne wystawy. Jeśli liczycie na to, że dowiecie się z niej czegoś więcej na temat prymitywizmu, jego historii, na temat życia Nikifora lub pozostałych malarzy, na temat recepcji ich twórczości czy sposobu wykonywania dzieł – to czeka Was kolejny zawód. Wchodzących wita pojedyncza tabliczka z krótkim (kilkuzdaniowym) zarysem koncepcji wystawy i punktów wspólnych, łączących twórczość Nikifora i pozostałych twórców. Następnie natykamy się jedynie na umieszczone nad obrazami danego twórcy jednozdaniowe komentarze, odnoszące się wyjątkowo lapidarnie do jego twórczości. Byłyby one na miejscu jako podsumowanie, gdyby oprócz nich udzielono zwiedzającemu jakichś szerszych informacji o przedmiocie wystawy. Niestety, jako jedyny komentarz nie sprawdziły się w ogóle.

Być może twórcy wystawy zamierzali zostawić zwiedzającego sam na sam ze sztuką, być może specjalnie chcieli ograniczyć wszelki komentarz i wyeksponować dzieła w nadziei, że Nikifor, Krauss, Dawidowicz i Dwurnik „obronią się” sami. Problem w tym, że nie chodzi jedynie o obrazy, ale o zaproponowaną przez twórców koncepcję wystawy. To na jej temat trzeba by się było wypowiedzieć. Pomysł zestawienia z dziełami Nikifora ciekawych, intrygujących obrazów innych twórców stanowił największą siłę, ale też największą słabość tej wystawy. Siłę – ze względu na oryginalność. Słabość – ponieważ brak szerszego komentarza, brak sproblematyzowania tematu mógł spowodować, że w oczach niektórych zwiedzających dzieła te wydały się mniej ciekawe, nie do końca zrozumiałe, dziecięce. Trzeba bowiem pamiętać o jeszcze jednym niebezpieczeństwie: zostawienie zwiedzających sam na sam ze sztuką tak prostą, że aż trudną, tak naiwną, że aż mogącą budzić wątpliwość – u niektórych rodzi ryzyko jej deprecjacji.

A przecież wystarczyło naprawdę niewiele, żeby podkreślić i wydobyć walory tych prac. Niezwykle intrygująca twórczość Marka Kraussa, niepokojąca i charakterystyczna, odznaczająca się wyraźnymi konturami, brakiem perspektywy, stosowaniem barw podstawowych, uproszczonymi formami, pozornym chaosem, który dopiero po dokładnym przestudiowaniu obrazu zmienia się w porządek – dokładniej opisana, ponazywana – byłaby łatwiejsza w odbiorze. Jego portrety, ale też obrazy przedstawiające światy fantastyczne, odrealnione, niczym z dziecięcych marzeń, a także żarty twórcze w postaci mocno zerotyzowanych scenek stanowią bardzo ciekawy materiał, o którym wiele można opowiedzieć. Każdy obrazek jest osobną sceną opartą na szczególnym koncepcie, dlatego należy go oglądać zarówno szczegółowo, postać po postaci, przedmiot po przedmiocie, niezależnie od tego, czy są to nagie kobiety, krasnoludki, elfy, diabły, ptaki czy inne stworzenia, jak i ogólnie, całościowo. Dopiero wtedy dostrzega się jego sens i wymowę, prostą, czasem świadczącą o niezwykłej wyobraźni, specyficznym punkcie widzenia, krytycznym podejściu, czasem o poczuciu humoru autora, a czasem po prostu o zwykłym zachwycie nad światem. Jego twórczość budzi nie tylko skojarzenia z twórczością Nikifora – przez łączące je prostotę wyrazu i formy oraz tematykę – ale czasem przywodzi też na myśl niepojące dzieła van Gogha lub kolorowe witraże.

Z kolei obrazki Aliny Dawidowicz, córki malarza Leona Chwistka, będące odwzorowaniami zdjęć i obrazków z gazet, malowanymi w małych formatach akwarelami lub pisakami, przywodzące na myśl pocztówki lub dziecięce rysunki – wiele straciły umieszczone jedne obok drugich, bez żadnego stematyzowania, bez nadrzędnego pomysłu. Te drobne prace matematyczki, malarki-amatorki, świadczące o potrzebie uproszczenia świata stanowią swego rodzaju malarskie notatki z życia. To wszystko, a także prostota, decyduje o ich szczerości, prawdziwości i emocjonalnej wymowie. Dodatkowo interesujący jest sposób tworzenia – na kopertach, gazetach, przypadkowych tekturkach.

Wreszcie prace Edwarda Dwurnika byłyby lepiej zrozumiałe, gdyby dokładniej zarysowano ich społeczno-polityczny kontekst. Przedstawione bowiem na wystawie dzieła w większości należą do zaangażowanej politycznie części twórczości tego malarza i grafika. Karykaturalne, niczym wyjęte z komiksów, rysunki odnoszą się krytycznie do PRL-u oraz wydarzeń pierwszej połowy lat 80. Wykonane zostały w formie szkiców, często techniką mieszaną, przy zastosowaniu technik poligraficznych, pieczątek, elementów kolażu. Ich „nikiforowy” charakter polega na prostocie i jednoznaczności przekazu, czystej emocjonalności zaznaczanej kreską lub barwą.

Wydaje mi się, że przy takim układzie sal dzieła Nikifora, mimo że miały być punktem odniesienia dla pozostałych prac, wypadły dosyć blado. Nie wspomniano o tym, co zostało zaczerpnięte z jego twórczości przez pozostałych malarzy, które elementy okazały się najbardziej płodne artystycznie. Krótkometrażowy dokument o Nikiforze, notabene bardzo interesujący w kontekście jego twórczości, nie załatwił sprawy. I znów – powinien być uzupełnieniem jakiegoś rzetelnego opracowania, a nie jedynym komentarzem.

Najgorsze jest chyba to, że wystawa nie zmusza do głębszej refleksji, nie zachęca do wyciągnięcia wniosków. Osobiście na miejscu kuratora poszłabym w kierunku prymitywizmu, choć twórcy wystawy wydawali się unikać tego określenia – niesłusznie. Poza tym można się było pokusić o krótkie biografie autorów, ponieważ są one ciekawe i rzuciłyby światło także na ich prace. Oprócz tego na pewno przydałoby się kilka słów na temat charakterystycznych cech malarstwa tych autorów, wiodących tematów, kierunków ich twórczości. Mogło się pojawić więcej informacji o barwach, konturach, liniach, sposobie malowania, a także o inspiracjach Nikiforem. Można by zmienić kolejność wystawy – najpierw wyeksponować obrazy Nikifora, a potem pozostałych, by stworzyć tym samym płaszczyznę porównania lub nawet przemieszać dzieła Nikifora z obrazami Dwurnika, Dawidowicz i Kraussa i w ten sposób zestawić je ze sobą na zasadzie podobieństw i różnic… Wydaje mi się, że zmarnowano dobrą okazję, by pokazać coś ciekawego w ciekawy sposób.

wystawa Nikifory,
13.02.2015-12.04.2015
Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie MOCAK

Podoba ci się? ->

2 Comments

  1. marek krauss pisze:

    to nie ja wybierałem tych obrazów na tą wystawę , a wykonałem ok 10 000 sztuk , gdyby ja bym wybierał zupełnie innej obrazy , to nie ja nazwałem się Nikiforem Warszawskim , tylko dziennikarska Pani Maria Terlecka , ja nie potrzebuję obrońcy dotyczący moje sztuki i tym kierunku bardzo dobrze się bronię sam , a jeszcze jedno ja nie naśladuje Nikifora , tej chwili tworzę serię obrazków na cel wystawowy PT ” Biografia Nikifora Krynickiego ” które można obejrzeć w : http://www.mkrauss.com / galeria /

  2. Liberoteka pisze:

    Bardzo dziękujemy za przeczytanie naszego artykułu oraz za komentarz. Chcielibyśmy podkreślić, że nasza ocena dotyczy jedynie samej wystawy pt. Nikifory, którą można obecnie zobaczyć w Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie, a nie twórczości autorów zamieszczonych tam obrazów, których dorobek znamy i doceniamy. Sam pomysł pokazania podobieństw, ale też różnic pomiędzy dziełami Nikifora i pozostałych malarzy pochodzi od twórców wystawy, a nam pozostaje jedynie ocena jego realizacji. Natomiast odpowiedź na pytanie zamieszczone w tytule pozostawiamy innym zwiedzającym, z tą uwagą, że jeśli jednak Nikifory się nie obronią, to jest to jedynie konsekwencja sposobu aranżacji wystawy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>