HIPO

[Recenzja, artykuł]

Ugotowane pokolenie

(A hipopotamy żywcem się ugotowały, W. S. Burroughs, J. Kerouac)

autor: Maja
ilustracja:e3a

Książka A hipopotamy żywcem się ugotowały obrosła legendą niejako podwójnie. Po pierwsze – u jej źródeł stoi niezwykle emocjonująca afera erotyczno-kryminalna, którą żyło społeczeństwo amerykańskie w latach 40. XX wieku. Chodzi o morderstwo popełnione przez Luciena Carra w 1944 roku na Davidzie Kammererze. Zbrodnia ta która okazała się inspiracją dla wielu nowojorskich pisarzy, między innymi właśnie dla Burroughsa i Kerouaca, dwóch nieznanych wtedy nikomu początkujących twórców. Po drugie – ów skandalizujący wówczas tytuł, który nie został przyjęty przez żadne wydawnictwo i którego szkic miał być przechowywany przez lata pod podłogą, okazał się młodzieńczą powieścią dwóch najważniejszych – poza Ginsbergiem – przedstawicieli Beat Generation.

Obydwaj pisarze swoją sławę zawdzięczają nie tylko ważnym, reprezentatywnym książkom (takim jak W drodze Kerouaca czy Ćpun Burroughsa), ale przede wszystkim swoim burzliwym życiorysom. Opisana w Hipopotamach zbrodnia, do której doszło 14 sierpnia 1944 roku, w pewnym sensie zapoczątkowała legendę tego pokolenia. Najważniejsze wydarzenia miały miejsce dopiero potem: aresztowanie Kerouaca jako świadka w sprawie, przyjaźń i wymiana listów pomiędzy nim i Ginsbergiem, początek narkotycznego uzależnienia Burroughsa.

Hipopotamy są jedną z kilku literackich wersji sierpniowych wydarzeń. Powieść składa się z 18 rozdziałów pisanych na przemian przez Burroughsa i Kerouaca i jest w znacznej części opisem zdarzeń sprzed zbrodni, przedstawianych z dwóch perspektyw – Willa Dennisona i Mike’a Ryko. Wątek kryminalny potraktowany został marginalnie – ginie on wśród opisów codziennego życia bohaterów. Dlatego właśnie książka ta jest portretem tamtych czasów i pewnej grupy społecznej – która w niedalekiej przyszłości stanie się pokoleniem bitników. Pokolenie to, uważające się za „generację uderzenia”, ale też za generację przegraną i pobitą, tworzyli odszczepieńcy, chuligani-artyści gardzący konsumpcyjnym trybem życia, zafascynowani literaturą, którą pochłaniali bez umiaru. Tak właśnie żyją bohaterowie Hipopotamów: na obrzeżach społeczeństwa, bez pieniędzy, za to w ciągłym poszukiwaniu miejsca, w którym można się napić, zjeść coś lub zasnąć. Rozmowy o przyszłej cywilizacji, która powstanie na gruzach obecnej, czytanie książek, spory natury filozoficznej, wiara w misję artystów jako przyszłych wizjonerów przeplatają się z gestami odmowy uczestnictwa w społeczeństwie amerykańskim w jego ówczesnym kształcie. Brak stałego miejsca zamieszkania, brak pracy, ciągłe wizyty w nowojorskich barach i spelunkach, wolne związki, relacje homo- i biseksualne są oznaką ich zerwania z pruderyjnym społeczeństwem amerykańskim. Tak więc bohaterowie książki to pijacy, ćpuni, brudasy, anarchiści, często drobni przestępcy żyjący na pograniczu zbrodni, a jednocześnie intelektualiści, artyści, ideowcy.

Na tym tle toczy się historia homoseksualnej miłości Ramsaya Allena (Ala) do dużo młodszego od niego Phillipa Touriana. Miłość bohatera stopniowo przechodzi w erotyczną obsesję, której świadkami są członkowie tej nieformalnej grupy. Akcja rozwija się powoli, dlatego napięcie pomiędzy bohaterami rośnie stopniowo. I choć wiadomo, jak zakończy się cała historia, nie wpływa to na odbiór książki. Kiedy ją czytamy, od razu staje się jasne, że to nie morderstwo stanowi najważniejszy punkt opowiadania; akcenty zostały przeniesione z wątku kryminalnego na społeczno-obyczajowy. Zbrodnia jest pretekstem dla zbudowania dwóch uzupełniających się narracji, zabierających nas m.in. do Frying Pan przy Ósmej Ulicy, National Maritime Union Hall przy Siedemnastej Zachodniej Ulicy czy do Imperial Cafe. Nowy Jork pokazywany jest z perspektywy pijackich wędrówek od baru do baru, od mieszkania do mieszkania, knajpy do knajpy, z perspektywy przemierzanych nocą ulic, podejrzanych spelunek. Z jednej strony pojawia się więc przestrzeń użytkowa, podrzędnej jakości, z drugiej – przestrzeń istniejąca na obrzeżach, odwiedzana przez margines społeczny.

Charakterystyczny jest stonowany, beznamiętny ton prowadzonych przez obydwu narratorów opowieści. Awantura w knajpie, pobicie mężczyzny przez gliniarzy, rozmowy kochanków – wszystko to opisywane jest w formie pierwszoosobowej, ale z jakimś nonszalanckim dystansem, który ma podkreślać wykluczenie opisujących z tradycyjnych norm nowojorskiego społeczeństwa. W ten sposób uzyskana normalizacja zjawisk marginalnych (zbrodnia, kradzieże, oszustwa, pobicia) oraz wówczas uważanych za marginalne (wolne związki, kontakty homoseksualne) ma na celu jawną, bezceremonialną kontestację panujących zasad. Cechą obu narracji jest też niezwykła dbałość o szczegóły. Właśnie one sprawiają wrażenie, że jest to relacja – nie z konkretnego zdarzenia, ale z samego życia.

Wokół tytułu, jak wokół całej książki, również narosła legenda. Słowa te miały zostać zasłyszane przez młodych pisarzy w trakcie pisania powieści, kiedy to spiker zdawał relację z pożaru w londyńskim zoo. Niezależnie od tego, ile w tym prawdy, słowa te kryją też głębszą treść. Mogłyby się odnosić do dwóch bohaterów – Ala i Phillipa – i stanowić ironiczny komentarz do tragicznego zdarzenia, wydaje mi się jednak, że przede wszystkim należałoby je odnieść do losu opisywanego, „straconego” pokolenia. Tak jak hipopotamy, nie mając gdzie uciekać przed szalejącym pożarem, zostały żywcem ugotowane w zbiornikach, tak skończą też bohaterowie, nie mogąc się odnaleźć się w przytłaczającym świecie kulturowego dualizmu, w świecie określonych norm, uwewnętrznionych nakazów i zakazów.

Hipopotamy… czyta się dobrze i szybko, ale nawet świadomość, że ma się przed sobą książkę niemal legendarną, którą kiedyś uznawano za skandalizującą, juwenilia dwóch przyszłych pisarzy, nie sprawia, że jest to książka porywająca. Oczywiście pojawiają się takie plusy, jak bardzo interesujące elementy socjologiczne, panorama Nowego Jorku widzianego od strony ciemnych zaułków i barów, a także budowa tekstu (dwie przenikające się narracje), jednak zdecydowanie widać, że powieść tę tworzyli młodzi i jeszcze nie do końca sprawni warsztatowo pisarze. Jednostajność wydarzeń może nużyć, a naiwność światopoglądu bohaterów i ich tragiczna bezczynność po prostu drażnią. Dlatego zastanawiam się, czy kariera tej książki nie skończy się na przybiciu jej etykietki „ciekawostki wydawniczej”.

William S. Burroughs, Jack Kerouac, A hipopotamy żywcem się ugotowały, przeł. Ewa Górczyńska, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2014.

Podoba ci się? ->

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>