big eyse

[Recenzja]

„Ludzie nie kupują obrazów kobiet”

(Wielkie oczy, reż. Tim Burton)

autor: Maja
ilustracja:e3a

Od 2 stycznia w kinach można zobaczyć najnowszy film Tima Burtona pt. Wielkie oczy. Trzeba powiedzieć, że reżyser Edwarda Nożycorękiego czy Sweeney Todda, znany ze swojej fantazyjności, dziwności i ekscentryczności, tym filmem znacząco zmienił, ale też odświeżył kierunek swojej reżyserskiej twórczości. Tym razem przedstawia opartą na faktach historię malarki Margaret Keane, tworząc obraz interesujący, nastrojowy, psychologicznie prawdopodobny i niezwykle malowniczy.

Akcja rozgrywa się w latach 50. oraz 60. XX wieku w USA. Patriarchalne amerykańskie społeczeństwo postrzega kobietę jako żonę przy mężu, opiekunkę do dzieci, absolutnie poddaną woli mężczyzny, pana domu, który może zarabiać i robić karierę. Dlatego właśnie tak ważne jest, że Margaret Ulbrich (Amy Adams) poznajemy w momencie, gdy odchodzi od pierwszego męża, zabierając ze sobą jedynie córeczkę i kilka swoich obrazów. Od razu zasygnalizowano nam, że jest to kobieta zdolna do walki o siebie i to, co dla niej najważniejsze – dziecko oraz twórczość. Okazuje się jednak, że życie rozwódki z dzieckiem na utrzymaniu w czasach, gdy pracodawca na rozmowie kwalifikacyjnej pytał o zgodę męża na podjęcie przez żonę pracy zarobkowej, jest trudniejsze, niż się wydawało. Burton bardzo silnie uderza w ten tradycyjny, skostniały model rodziny, wskazując na takie problemy, jak nieprzygotowanie kobiety do podjęcia pracy na etacie, jej uzależnienie od mężczyzny, zniewolenie i ograniczenie. Dlatego właśnie Margaret, aby móc zachować przy sobie dziecko, wchodzi pod opiekę innego mężczyzny, Waltera Keane’a (Christoph Waltz). Decyzji o ślubie towarzyszy wprawdzie obustronna fascynacja, jednak reżyser wprost pokazuje, że bohaterka nie ma właściwie innego wyboru – i na tym polega jej tragedia.

Amy Adams sprawdziła się w tej roli bezkonkurencyjnie, choć miała utrudnione zadanie – Margaret jest postacią delikatną, introwertyczną, której wiele emocji odbija się jedynie w mimice – stąd liczne zbliżenia twarzy bohaterki, które Adams zdecydowanie aktorsko udźwignęła. Jej duet z Christophem Waltzem właśnie dlatego wypadł tak dobrze, że postacie męża i żony zostały ze sobą skontrastowane. Gra Waltza toczyła się na dwóch biegunach – przechodziła od postaci czarującego bajeranta do gwałtownego tyrana. W efekcie aktor stworzył barwną, ekspresywną, lekko przerysowaną postać, trochę śmieszną, trochę straszną, miejscami groteskową i szaloną. Zdecydowanym plusem jest też prawdopodobieństwo psychologiczne całej historii: proces przejmowania kontroli nad kobietą jest znakomicie wyważony i powoli stopniowany. Burton z dużym wyczuciem pokazuje mechanizm zniewolenia Margaret, z jednej strony – przez zamknięcie w domu i zmuszenie, by malowała obrazy, za których autora podawał się Walter, z drugiej – przez wmawianie jej, że to dla dobra jej i córki, z trzeciej – przez pełne dysponowanie jej majątkiem i z czwartej – przez odseparowanie jej od znajomych. Za tą konkretną historią kryje się więc krytyka patriarchalnego społeczeństwa, w którym ksiądz nakazuje kobiecie posłuszeństwo mężowi, w którym bohaterka musi szukać kolejnego mężczyzny, by mieć poczucie bezpieczeństwa, przede wszystkim materialnego, i wreszcie – w którym artystą może być przede wszystkim mężczyzna, ponieważ „Ludzie nie kupują obrazów kobiet”.

 

Istotne jest, że reżyser poruszył temat twórczości kobiecej – nieco tendencyjnie, ale jednak. Margaret jest twórczynią, a także matką. Nie bez przyczyny wielokrotnie podkreślono tę współzależność. Obrazy przedstawiające portrety smutno wyglądających, samotnych dzieci posiadających nadnaturalnej wielkości oczy traktowane są przez bohaterkę jak jej potomstwo, a twórczość – jak matkowanie. Dlatego właśnie Margaret pojmuje proces tworzenia jako coś wyjątkowo osobistego oraz intymnego; jak sama stwierdza: „te obrazy są częścią mnie”. Burton pokazuje, że kobieca twórczość pochodzi z głębi jestestwa, jest czymś autentycznym i prywatnym. Tym większe jest jej poczucie winy, że oddaje Walterowi swoje dzieci, wyrzeka się ich.

Obok tych problemów w filmie wyeksponowano temat sztuki i jej pojmowania. Margaret początkowo tworzy dzieła unikatowe, gdzie każde jest wyjątkowe, pochodzi z głębi duszy – dlatego też kobieta nie umie rozreklamować swojej twórczości i sprzedaje obrazy za najniższą cenę. Walter tymczasem rozkręca na tym niezły interes, reklamując jej dzieła, sprzedając ich kopie, zdjęcia, a nawet pocztówki. Sztuka staje się więc elementem popkultury, traci swoją oryginalność, jest produktem dostępnym dla mas – znajduje się w sklepach, na witrynach. Margaret zmuszona zostaje do porzucenia tworzenia na rzecz masowej produkcji obrazów – co jest znakiem czasów i zmiany podejścia ludzi do sztuki.

W najnowszym filmie Burtona dostajemy prawdziwą historię, pokazaną w sposób barwny: jest to mieszanka malowniczych widoków otwartych przestrzeni, dobrego psychologizmu, gry emocjami, komizmu, grozy i pewnego uczucia niesamowitości, jakie dają obrazy Margaret Keane. I choć Tim Burton nie należy do moich ulubionych reżyserów, to muszę przyznać, że ten film oglądałam z prawdziwą przyjemnością.

Podoba ci się? ->

2 Comments

  1. Krasnal Adamu pisze:

    Prawdopodobieństwo psychologiczne: tak. Prawdziwa historia: nie wiadomo. To jest podobno wersja przede wszystkim Margaret Keane (czy jak ona się tam obecnie po trzecim rozwodzie nazywa). Susan Keane, pokazana w filmie epizodycznie córka Waltera, przedstawiła inną. Mam nadzieję, że wszystko zostanie kiedyś wyjaśnione. Zresztą nie jest tajemnicą, że film pewne rzeczy pominął lub przekręcił, np. podczas pokazanego procesu Walter miał 71 lat (co nieco uprawdopodabnia jego problemy zdrowotne), a po paru latach odbył się kolejny proces, którego werdykt był już mniej korzystny dla Margaret niż pierwszy.

    • Liberoteka pisze:

      Dziękuję za komentarz. Zdaję sobie sprawę, że ta historia musiała być dużo bardziej skomplikowana niż to pokazano w filmie, ale kino rządzi się swoimi prawami i bez pewnych uproszczeń i fikcji nie powstanie spójna oraz ciekawa fabuła. Poza tym można ten film potraktować jako narrację mówiącą o szerszym problemie społecznym i wtedy uproszczenia zostają trochę usprawiedliwione.

Odpowiedz na „LiberotekaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>