sońka kopia

[Artykuł, Recenzja]

Między miłością, opowieścią i autentykiem

(Sońka, Ignacy Karpowicz)

autor: Maja
ilustracja:e3a

(Uwaga, artykuł zdradza część fabuły!)

Nie mam w zwyczaju zrażać się do książek danego autora, sugerując się jego życiem prywatnym. Dlatego to nie przez głośny jakiś czas temu skandal towarzyski, który wybuchł pomiędzy Ignacym Karpowiczem a Kingą Dunin, wahałam się, czy sięgnąć po Sońkę. Winne są Ości. Nie mogę powiedzieć, że była to książka zła, jednak moim zdaniem na pewno przegadana. Niemal zerowa akcja, drobiazgowe babranie się w hermetycznym światku inteligencji, psychologizm, który miał być niebanalny, denerwujący bohaterowie to tylko niektóre elementy powieści, które mnie do niej zniechęciły.

Sońka była więc dużym (bardzo pozytywnym) zaskoczeniem. Jest to książka bardzo dobra, świadoma formy, w sposób przemyślany łącząca różne sposoby narracji, świetną fabułę, skrajne emocje i po prostu ciekawą historię.

Fabuła złożona jest z trzech przeplatających się wątków: spotkania Igora i Sońki na wsi na Podlasiu, w czasie którego kobieta ponownie przeżywa swoje życie, opowiadając je Igorowi; opowieści Sońki (z czasów II wojny światowej; składa się na nią historia nieszczęśliwej miłości wiejskiej dziewczyny i oficera SS) oraz wątku sztuki, którą Igor – reżyser – tworzy w oparciu o opowiedzianą przez Sońkę historię i wystawia na scenie w Warszawie w trzecią rocznicę śmierci staruszki.

Igor i Sońka reprezentują dwa, zdawałoby się, zupełnie różne światy. Pierwsza scena, w której poznajemy bohaterów, została zbudowana na zasadzie kontrastu. Sońka reprezentuje to, co wiejskie, domowe (krowa, gospodarstwo, mleko), dawne, ale też pograniczne i wielokulturowe (Podlasie, dialekt, marginesy religii i historii). Igor tymczasem na pozór przynależy do sfery miasta, pracy, współczesności (komórka, samochód, narkotyki) oraz tego, co centralne, polskie. Później jednak okazuje się, że bohaterów łączy więcej, niż można by przypuszczać. Dla Igora spotkanie z Sońką staje się szansą na odzyskanie własnej tożsamości. Z kolei Sońka widzi w nim obraz dawnego kochanka – Joachima, a także anioła śmierci. Historia sprzed lat częściowo się powtarza: znów jest sierpień, znów w jej życiu pojawia się mężczyzna, w podobny sposób przedstawiają się sobie. Również paralelna i w dodatku symboliczna jest scena, w której Igor niejako odnawia plamę krwi Joachima na szmatce przechowywanej przez staruszkę. Różnica polega na tym, że przed laty dzięki mężczyźnie Sońka miała narodzić się dla miłości, natomiast teraz – dojrzewa do śmierci.

Chałupa Sońki, w której przebywają bohaterowie, jest miejscem zarówno symbolicznym, jak i magicznym. Przede wszystkim – czas płynie tutaj inaczej. W ciągu jednej nocy w pewnym sensie po raz kolejny wydarza się życie Sońki, dlatego trwa ona wyjątkowo długo. W tym czasie Sońka pod wpływem opowieści młodnieje – powraca do czasów młodości, zapożyczając młodość od Igora. Ten z kolei pod ciężarem tej samej opowieści starzeje się. Na pewno można to odczytywać pod kątem doświadczeń i przeżyć, zdejmowanych z barków kobiety i wkładanych na barki młodego mężczyzny. Ale to nie wszystko. Dom Sońki staje się miejscem, w którym dochodzi do spotkania   zjawisk ostatecznych: życia i śmierci, młodości i starości, przeszłości i przyszłości. Magia tworzona jest po pierwsze przez obecność głównej bohaterki (zwanej też szeptuchą, o której plotkowano, że zna się na zaklinaniu rzeczywistości), po drugie – przez fakt toczenia się opowieści i po trzecie – przez specyfikę sytuacji w domu, w którym razem z końcem opowieści musi dojść do śmierci. Opowieść Sońki nie jest bowiem zwykłym wspomnieniem. Jej słowa przywołują, ale też aktualizują przeżyte zdarzenia, które dzięki temu mogą wydarzyć się ponownie („A po tym «dawno» i tamtym «temu», po nich zawsze odżywał akuratnie ten sam, toczka w toczkę, czas, gdy Sonia, bardzo młoda, nażyła się i naczuła”[1]).

Z początku dla Igora opowieść staruszki wiąże się jedynie z czerpaniem pomysłu na spektakl, potem pomaga mu stawić czoła własnej tożsamości. Karpowicz obrazuje to przez wprowadzenie do powieści postaci Ignacego – alter ego Igora (notabene jest to kapitalny zabieg w tym tekście!). Ignacy jest uosobieniem takiego Igora, który mógłby powstać, gdyby nie zerwanie z przeszłością. To jednocześnie Igor, którego stać na gest przeprowadzenia Sońki na drugą stronę. To ta część Igora, która jest w stanie przejąć ciężar opowieści na własne barki. Ale nie tylko. Postać Ignacego odgrywa też ważną rolę w metaliterackiej sferze tekstu – ale o tym za chwilę.

Historia nieszczęśliwej miłości Sońki i Joachima Castorpa (uwaga, nawiązanie do bohatera Czarodziejskiej góry!) daleka jest od słodkiej miłosnej tragedii. Jest to miłość głęboka, bezrozumna, bardzo seksualna. Sońka, uwikłana w patologiczne relacje rodzinne, oddaje się jej bez reszty. Joachim to archetyp niebezpiecznego, obcego, pięknego i nasyconego erotyzmem Niemca, który z taką samą pasją zabija, jak kocha. Sońka jest w tym uczuciu uległa i zawsze winna. Wobec siebie, własnego narodu i własnej rodziny. Dziecko zrodzone z takiego związku nie może przeżyć, ponieważ jest żywym obrazem zdrady i hańby.

Nie można nie wspomnieć także o tym, co najważniejsze i tak naprawdę najciekawsze w tej książce – to znaczy o jej konstrukcji. Zaczyna się niewinnie – narrator trzecioosobowy opowiada o spotkaniu Sońki i Igora. Sytuacja zmienia się, kiedy głos zostaje oddany Soni. Jej opowieść, a raczej sposób mówienia, od początku wydaje się podejrzany. Z jednej strony rzeczywiście pojawiają się białorusycyzmy, naleciałości, ale bardziej na zasadzie wtrąceń, niż autentycznego języka starej, wiejskiej kobiety z Podlasia. Oprócz tego bohaterka używa zwrotów i wyrażeń rozbudowanych, kwiecistych, których nie mogła znać. Czyżby Karpowiczowi nie chciało bawić się w odtwarzanie gwar i dialektyzmów? Nic bardziej mylnego. Pisarz po prostu zaprzęga zabieg „przetłumaczenia”, „przepisania” języka Soni na „nasz” do fabuły powieści. Ktoś ingeruje w tę opowieść, którą otrzymujemy, mimo że przekazywana w pierwszej osobie wydaje się autentyczna. Jak stwierdza narrator: „Właśnie tak mogliby przemówić do siebie po raz pierwszy (…), pierwsza wersja została później przepisana wiele razy, bo niewypowiedziane słowa nie przestają być słowami”[2]. Te zdania, pojawiające się na samym początku książki, od razu ujawniają dwa ważne wątki: po pierwsze, wprowadzają problem przepisywania, obróbki materiału i po drugie – sygnalizują działanie fikcji. Kto jednak odpowiada za tę przeróbkę?

Gdyby to był po prostu narrator, to mielibyśmy prosty zabieg autotematyczny i tyle. Karpowicz jednak idzie dalej – i obdarza Igora mocą ingerencji w opowieść Sońki: „Zastanawiał się, czy nie należałoby mocniej zaakcentować tamtejszej bądź tutejszej (…) gwary, czy nie wyeliminować pewnych związków, metafor, porównań, nazbyt miejskich, na które Sonia nigdy by nie wpadła”[3], „pojął, że musi zapamiętać więcej nawet, niż Sonia opowiadała, że musi pamięć zaprząc w teatralny lub powieściowy kierat, by siebie ocalić, by wreszcie opowiedzieć jakąś prawdę”[4]. Igor czuje więc, że musi ocalić coś ważnego, co kryje się za postacią Sońki – jakąś historię. Do tego celu ma dwa narzędzia, dwie formy wypowiedzi – powieść i teatr. Kluczem jest to, że te właśnie formy dostajemy w powieści Karpowicza, a zatem działanie Igora można traktować jako performatywne. Dochodzi więc do przenikania się poziomów powieści – poziomu fabuły i poziomu tworzenia tekstu. Innym takim łącznikiem jest postać Ignacego, o której już pisałam. Ignacy nie bez powodu posiada to samo imię, co autor powieści.

To jednak nie wszystko. W utworze pojawiają się też fragmenty spektaklu, który w warstwie fabularnej rzeczywiście powstał. Z jednej strony – Igor jako reżyser obserwuje gotową już inscenizację na ekranie. Z drugiej – otrzymujemy w tekście fragmenty przedstawienia, zapisane w formie dramatu. Historia Sońki traktowana jest jak zaczyn, wokół którego nawarstwiają się teksty-interpretacje. Opowieść bohaterki oraz fragmenty dramatu przenikają się i nawzajem komentują. Jednocześnie pojawia się problem przekazywania podobnych treści na różny sposób, co doskonale widać w scenie intymnej rozmowy młodej Sońki z mężem, przedstawionej na dwa sposoby i na dwa sposoby zainscenizowanej. Każda z tych inscenizacji jest tak naprawdę interpretacją.

Istotna jest jeszcze jedna kwestia – mianowicie pojęcie autentyku. Na ile poważne – w warstwie fabularnej – były ingerencje Igora w tekst Sońki? Wielokrotnie w utworze pojawiają się fragmenty mówiące o jego pracy, przekładaniu myśli kobiety, poznajemy więc jego perspektywę. Ale jak szeroka była ta – potencjalna – ingerencja? Które elementy tekstu obejmowała? Czy w ogóle była jakaś opowieść?… A z drugiej strony – przecież obok tych wzmianek w tekście toczy się normalna akcja, opowieść Soni, obecność Igora przy umierającej staruszce. Czytelnik jest więc ciągle wytrącany z pojmowania, co jest autentykiem, pierwszą wersją. Ufa opowieści Soni, a potem czyta o ingerencjach Igora. Następnie natrafia na przeróbkę tej samej historii w postaci fragmentów dramatu. Wydaje się, że nieco rozjaśnia sprawę sam Igor, stwierdzając: „Cóż jest złego w byciu późniejszym niż oryginał?”[5]. Być może więc oryginał nic tak naprawdę nie oznacza, zanika w fali powtórzeń i interpretacji? Być może jest to wiara, że zawsze mamy do czynienia z zapośredniczeniem, że historia, będąc opowiadana, zawsze w pewien sposób traci autentyczność?

Oprócz tego pojawia się inne niebezpieczeństwo: każda opowieść, narracja, będąca interpretacją, może zbytnio oddalić się od autentyku. Odjąć mu to, co najważniejsze. Zostawić samą skorupę. Przecież wypowiedzi Anioła ze spektaklu czy długa tyrada Miszy są absolutnym kiczem! I vice versa: strach przed taką nieautentycznością może zahamować narrację. Dlatego właśnie Igor, czujący się „kustoszem cudzych wspomnień”, stwierdza w pewnym momencie, że „Autentyczność to jednak potworna klisza”[6].

W związku z powyższym uważam, że Sońkę można potraktować jako powieść o opowiadaniu i opowieści. Opowieści, którą wymawia Sonia, przerabia i przetwarza Igor, w której Ignacy jest zarówno bohaterem, jak i narratorem, „strażnikiem, redaktorem i bohaterem, reżyserem i historykiem”. Opowieści, która jest tworzona na wiele sposobów, która jest interpretacją, która balansuje pomiędzy sobą samą a autentykiem.

Ignacy Karpowicz, Sońka, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014.

[1]    I. Karpowicz, Sońka, Kraków 2014, s. 7-8.
[2]    Tamże, s. 26.
[3]    Tamże, s. 34.
[4]    Tamże, s. 59.
[5]    Tamże, s. 79.
[6]    Tamże, s. 108.

Podoba ci się? ->

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>